
Dawno bajki nie było to proszę tak na niedzielne popołudnie do poczytania. ..
- Kim jesteś? - zapytał go Diabeł...
- Jestem rodowitym plebejuszem i wszyscy nędznicy są moimi braćmi. Jak brzydka jest ta ziemia i jak nieszczęśliwi są ludzie!
Mówił to młodzieniec z wyprostowanym czołem i zaciśniętymi pięściami. Stał przed drabiną - wysoką drabiną z białego marmuru z różowymi bryłkami. Jego wzrok był wbity w dal, gdzie jak mętne fale przybyłej rzeki szumiały szare tłumy nędzy. One falowały, kipiały w mgnieniu oka, tworzyły las z suchych czarnych rąk, grzmot z niezadowoleń, i gniewne krzyki roztrząsały powietrzem i echo zamierało powolnie, uroczyście jak idące z daleka armatnie huki. Tłumy rosły, przybywały w chmurach żółtego pyłu, pojedyncze sylwetki coraz wyraźniej wyodrębniały się na wspólnym szarym tle. Szedł jakiś starzec, schylony nisko ku ziemi, jakby szukał swej zgubionej młodości. Jego podartej szaty trzymała się bosa dziewczynka i oglądała drabinę spokojnymi, błękitnymi oczami. Patrzyła i się uśmiechała. A za nimi ciągle szły znędzniałe suche postacie i chórem śpiewały przewlekłą pogrzebalną pieśń. Ktoś ostro gwizdał, inny z rękami w kieszeniach, śmiał się głośno i ochryple, a w jego oczach żarzył się obłęd.
- Jestem rodowitym plebejuszem i wszyscy nędznicy to moi bracia. Jaka brzydka jest ta ziemia i jak nieszczęśliwi są ludzie. O, wy tam na górze, wy...
Tak mówił młodzieniec z wyprostowanym czołem i grożąco zaciśniętymi pięściami.
- Pan nienawidzi tamtych na górze? - spytał Diabeł i schylił się kusząco nad nim.
- O, ja się zemszczę na tych wszystkich kniaziach i królewiczach. Surowo pomszczę braci, swoich braci, których twarze są żółte jak piasek, którzy jęczą groźniej od grudniowych huraganów. Spójrz na ich gołe, zakrwawione, ciała. Posłuchaj ich jęków! Pomszczę ich! Puść mnie!
Diabeł się uśmiechnął:
- Jestem strażnikiem tamtych na górze i bez okupu ich nie wydam.
- Ja nie mam złota, ja nie mam nic, czym mógłbym cię przekupić... Jestem biednym, nędznym młodzianem... Ale jestem gotów postawić głowę.
Diabeł uśmiechnął się ponownie:
- O, nie, ja nie chcę aż tyle! Oddaj mi Pan tylko słuch!
- Słuch? Z przyjemnością... Niech nigdy nic nie usłyszę, niech...
- Nadal będziesz słyszeć! - uspokoił go Diabeł i go przepuścił. - Przejdź!
Chłopak ruszył w pośpiechu, przekroczył naraz trzy stopnie, ale owłosiona ręka Diabła go zatrzymała:
- Wystarczy! zatrzymaj się i posłuchaj jak jęczą tam na dole twoi bracia! Młodzieniec stanął i się wsłuchał.
- Dziwne, dlaczego nagle wszyscy zaczęli wesoło śpiewać i śmiać się tak beztrosko... - i znowu ruszył.
Diabeł zatrzymał go jeszcze raz:
- Za przejście kolejnych trzech stopni żądam twoich oczu!
Chłopiec machnął rozpaczliwie ręką.
- Ale wtedy nie zobaczę ani braci ani tych, na których chcę się zemścić!
Diabeł:
- Znów będziesz widział... Dam ci nowe, o wiele lepsze oczy!
Młodzian przekroczył jeszcze trzy stopnie i znów spojrzał w dół. Diabeł mu przypomniał:
- Spójrz na ich zakrwawione ciała.
- Boże! To niesamowite; kiedy zdążyli ubrać się tak ładnie! A zamiast krwawych ran, zdobią ich cudowne czerwone róże!
Co każde trzy stopnie Diabeł brał swój mały okup. Ale chłopiec piął się dalej, chętnie oddawał wszystko, byle dotrzeć tam i zemścić się na tych tłustych księciach i królewiczach! Jeszcze jeden stopień, jeszcze tylko jeden stopień i on będzie na górze! On pomści swoich braci!
- Jestem rodowitym plebejuszem i wszyscy nędznicy...
- Młodzieńcze, jeden stopień jeszcze! Jeszcze tylko jeden stopień i się zemścisz. Ale za ten stopień biorę zawsze podwójny okup. Oddaj mi swe serce i pamięć.
Chłopak machną ręką:
- Serce? Nie! To jest bardzo okrutne!
Diabeł roześmiał się głośnio i majestatycznie.
- Ja nie jestem taki okrutny. Dam ci w zamian serce ze złota i nową
pamięć! Jeśli się nie zgodzisz, nigdy nie przejdziesz przez ten stopień i nigdy nie pomścisz swoich braci - tych, których twarze są jak piasek i którzy jęczą groźniej od grudniowych huraganów.
Młody spojrzał na zielone oczy diabła:
- Ale ja będę najbardziej nieszczęśliwym ze wszystkich. Ty zabierasz mi wszystko, co ludzkie.
- Wręcz przeciwnie - będziesz najbardziej szczęśliwym! No? Zgadzasz się: tylko serce i pamięć.
Chłopak zamyślił się, czarny cień okrył jego twarz, ze zmarszczonego czoła wyciekały mętne krople potu. Ze złością zacisnął pięści i przez zęby wymamrotał:
- Niech będzie! Weź je!
... I jak letnia burza, wzburzony i wściekły z rozwianymi czarnymi włosami, wszedł na ostatni stopień. Był już na samej górze. I nagle, na jego twarzy zabłysnął uśmiech, jego oczy zalśniły cichą radością, a jego pięści rozluźniły się. Spojrzał na balujących kniaziów, popatrzył w dół, gdzie wrzeszczał i klął szary, nędzny tłum. Patrzył, ale nawet jeden mięsień nie zadrżał na jego twarzy: ona była pogodna, wesoła, zadowolona. Na dole widział tylko świątecznie ubrane tłumy, jęki były już hymnami.
- Kim jesteś? - zapytał go Diabeł ochryple i kusicielsko...
- Jestem rodowitym księciem i bogowie są moimi braćmi! Jak piękna jest ta ziemia i jak szczęśliwi są ludzie!
Christo Smirnenski

Piekne!!! Ag
OdpowiedzUsuńCiagle szukalam takiego ktory by mi sie najbardziej spodobal i to chyba to!Opowiesc jest niesamowita Aniolku:)!!podrawiam
OdpowiedzUsuńPrzeczytalam raz ale pokusze sie o wieczorne czytanie :) piekne
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Aniołku , wróciłam :) Udało mi się "reanimować" powtórnie mojego bloga. zapraszam Cię serdecznie do siebie. Mój nowy adres:
OdpowiedzUsuńhttp://bialydworek.blogspot.com/
Wspaniała bajka , przypomniała dawne czasy dzieciństwa i opowieści, baśnie mojego Taty.
Buziaczki
Piekna opowiesc, z checia przeczytalam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Piękna... ale jakże smutna...
OdpowiedzUsuńA myślałam, że mi już chandra minie...
Ściskam
Oj pięknie, pięknie...
OdpowiedzUsuńSmutne,smutne.Wystarczy wspiąć się wyżej a już nie widzi i nie słyszy się tych małych szaraczków na dole.Czy warto się wspinać wyżej?Czy dla własnej przyjemności ma to sens? Mówią że zemsta jest słodka,ale czy na pewno?
OdpowiedzUsuńWolę jednak być tą osobą na dole,i cieszyć się z małych codziennych spraw niż piąć się w górę i nic nie widzieć w koło.
Refleksyjna bajka i dająca dużo do myślenia.
Pozdrawiam serdecznie.
Miło się czyta...
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedzinki na blogu i ciepło pozdrawiam Aniele!