Chcę na tym świecie mieć swój własny świat, niech z nim przepadnę lub się z nim ocalę.
Richard Wagner, Tristan i Izolda

czwartek, 24 lutego 2011

Chlebak na koronki




To moja najnowsza rynkowa zdobycz - stary chlebak. Co prawda jeden już mam ale akurat szkoda mi było przerabiać bo bardzo mi się podoba taki jaki jest. A ten nie bardzo mi pasował i był kupiony z myślą o liftingu w stylu oczywiście różanego ;) Cena wywoławcza 20 zł po kilku uśmiechach zeszła do 15 zł i to uważałam za nie lada okazję i wróciłam do domu jako szczęśliwa posiadaczka chlebaczka ;) Specjalnie piszę o cenie, bo to chyba fajnie kupić ,,gracik,, okazyjnie i przerobić na własne potrzeby.Pewnie nie jedna Duszyczka zostawiłaby tak jak jest, bo góra jest ciekawa ale mi nie pasował kolorystycznie. Pomalowałam kilkakrotnie białą farbą i dodałam z lekka zdezelowaną serwetkę. Efekt jest ładniejszy niż na zdjęciu. Jakoś strukturę koronki wolę oglądać w rzeczywistości a nie na zdjęciu. Okleiłabym cały świat koronką ;)
Tak wyglądał na stole operacyjnym przed liftingiem ;) Zupełnie nie w moim stylu i na zdjęciu nie widać ale był bardzo zniszczony, najgorzej środek i boki poobijane ale to już historia ;)Niech Was to zdjęcie nie zwiedzie, bo on był na prawdę w opłakanym stanie. Niestety nie mam innego zdjęcia, te tylko pokazuje górę.

Buziaki!

środa, 23 lutego 2011

Szczęście chodzi parami, czy grupami ;)



Szczęście chodzi parami ? U mnie tak, wygrałam Walentynkowe Candy u Basi i Bożenki czyli można powiedzieć, że miłość mi sprzyja ;) Dawno nic nie wygrałam a zostać nową opiekunką tak wielgaśnego i uroczej Delfinki to nawet mi się nie marzyło ;) To pierwsza wygrana w tym roku i pierwsza od dłuższego czasu, więc może przyniesie mi szczęście ;) Bo anioły przynoszą szczęście, bynajmniej mi ;) To pierwsza Anielinka, którą miałam szczęście wygrać! ;) Muszę pomyśleć gdzie ją ulokować, bo jest spora a u mnie to troszkę tłocznie ;) Na razie usiadła na starej walizce, którą niedawno udało mi się kupić od miłej Duszyczki. Pomalowałam ją na biało i zyskałam nowe lokum na moje aniołki. Tak więc Delfinka nigdzie się nie wybiera, wręcz przeciwnie czeka na nowe Aniołki, które są w drodze :)
A Bożenka,oj to taka ciepła Duszyczka, przysłała mi tyle swoich skarbów, że w pewnym momencie się pogubiłam co było wygraną ;) Muszę jeszcze dodać, że u Bożenki to mnie jej kotek wylosował i to mój ulubieniec. Za każdym razem jak jestem u niej to sobie przypominam mojego kochanego Filipka, był taki podobny...
Czasami takie niespodziewane prezenty pomagają w trudnych chwilach codziennego życia...Oczywiście nie tak, że załatwiają za Ciebie wszystkich problemów ale na pewno przynoszą dużo radości. I świat wydaje się taki lepszy i nie chodzi mi o materialną stronę życia tylko czysto duchową...O taką bezinteresowną stronę każdej Duszyczki, stronę która w realnym życiu bardzo rzadko się zdaża. Fenomen blogowej miłej atmosfery mnie codziennie zaskakuje i sprawia, że chce się być z Wami. Bo tak na prawdę życie to nie jest takie różowe jakie pokazuję na starych fotografiach...Zresztą wiecie o co mi chodzi...;)
Dziękuję z całego serca!
A może szczęście chodzi grupami ? Bo jest tutaj spora grupa dobrych Duszyczek ...
Buziaki!

wtorek, 22 lutego 2011

Zaklinaczka wiosny

U mnie zimno, brrr bardzo zimno! To tak, żeby nam się zrobiło choć na chwilkę cieplej - zaklinaczka wiosny ;) Specjalnie dałam różową wstążeczkę, żeby się na sercu cieplej zrobiło tzn. na moim bo zawsze mnie rozbraja widok różowiutkiej wstążeczki ;) Kolor wstążeczki jest taki sam jak środek sukieneczki, niestety na zdjęciu niezbyt to widać. W ogóle jakieś mgliste zdjęcia wychodzą i nie widać rzeczywistych kolorków, szkoda...



Zdjęcie dostałam od Anetki ;)

Bajka o wiośnie

Najpierw szła po śniegu, rozcierając co i raz zmarznięte bose stopy i ciągnąc za sobą saneczki z dobytkiem. Czego tam nie było! Kolorowe chusty, naręcze nasion, pisklęta ptaków czekające na narodziny, dusze ludzkich dzieci, zbierające się do drogi ku światu, ciepły wiatr, wesołe kokardy małych rzeczek czekających na odwilż, a na końcu – niczym balonik na sznurku - merdające i podkasujące na wybojach żółte słońce. Z każdym krokiem robiło się coraz cieplej - radośniej, stopy jakby mniej marzły, a sankom wyrosły małe kółeczka, dzięki którym toczyły się radośnie po bezdrożach. Szła w ciszy, czasem cicho śpiewała, podczas gdy drobny szmer wokół niej narastał. Słońce świeciło, roztapiało zmarzniętą ziemię, topiło lód na stawach i ten zalegający jak ból w ludzkich sercach. Kiedy rzeka zaczynała szumieć, a ludzie czuć; pozwalali wodzie w swoim korycie i w swoich oczach płynąć; cieszyć się z tej niespodziewanej odmiany. Szła radośnie i zmiękczała zwarte ciała drzew, łaskotała je pieśniami o pąkach, opowiadała historie o ptakach , które założą w nich gwiazda, kusiła myślą o końcu samotności, o płodności i końcu bezruchu. Wypuszczała łagodny wiatr, aby znienacka nimi kołysał i przypominał myśli o innym życiu, tym drzemiącym pod korą, tym bulgoczącym pod skórą. Dmuchała im w płuca oddech nienasycenia i niecierpliwości, śmiała się coraz głośniej, perliściej i szła dalej.W końcu na polanie, na której zakwitła pierwsza trawa i złamała szarość dnia, odwiązała sznurek – wypuściła – kolorowy lekki balonik – żółte promienne słońce. Położyła się na trawie, uśmiechnęła, poturlała w rytm śpiewu ptaków po czarnej ziemi i krzyknęła radośnie: Jestem na miejscu! Tak, przyszła WIOSNA!

nie znam autora...

Ciepełka życzę wszystkim dobrym Duszyczkom! ;)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Wiosna według różanego ;)




Jakoś nie bardzo chce mi się robić kolorowe pisanki, więc tym razem też pokażę jajko w koronce z tym, że dodałam zdjęcie mojej ulubionej dziewczynki. Nie było to takie miłe jak ja to mówię paćkanie ;) jednak co płaska płaszczyzna to płaska... Zawieszka też inna niż zwykle bo za zwyczaj lubię je robić z Duszyczkami. Tym razem ptaszki, jakie nie mam pojęcia ale jak patrzę na zawieszkę to mam na myśli powiedzenie, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Są dwa ptaszki, więc może wiosna tuż tuż o ile są to jaskółki ;)

Oby do wiosny! ;) Buźka!

niedziela, 20 lutego 2011

Kura, zając i kurczaczek ;)


To moje pierwsze zawieszki wielkanocne.Wiem, wiem jeszcze do świąt daleko ale one są na zamówienie, więc stąd wcześniejsze wykonanie. Pierwszy raz zrobiłam poziomą i chyba fajnie wyszło. Mam nadzieje, że się spodobają ;) Miłej niedzieli dobre Duszyczki ;)

sobota, 19 lutego 2011

Czarodziejski prezent od dobrej Duszyczki ;)


Jako, że ostatnio wszystko nie układa się po mojej myśli, zrobiłam sobie prezent nieplanowany tak bez okazji a może właśnie z tej okazji ;)Nawet nie było promocji w moim ulubionym sklepie ale co tam... Po przymierzeniu kilku ciuszków zdecydowałam się na pudrowy sweterek. Wracam sobie już w lepszym nastroju do domku a tam czekała na mnie przesyłka. Co prawda spodziewałam się kilku przesyłek ale ta to była na prawdę wielkim zaskoczeniem i miłą niespodzianką. Dostałam prezent od dobrej Duszyczki, która dobrze wiedziała, że podoba mi się jej haftowany ptaszek ale skąd wiedziała, że właśnie w tym dniu co dostanę broszkę kupię sobie do niej sweterek ;) Czarodziejka czy co ? Może i czarodziejka albo może ja jestem taka przewidywalna, że wszystkie Duszyczki wiedzą, że kocham róże i różowy kolorek ...;) Agatko zrobiłaś mi piękną niespodziankę, za którą z całego serca dziękuję! :)


czwartek, 17 lutego 2011

Dzień kota ;)


Dzisiaj koty mają swoje święto! ;) Może jakiś bidulek głodny błąka się w Waszej okolicy to zaopiekujcie się nim z całego serca o to Was proszę. Niech nie będzie żadnego głodnego kotka na świecie!

To ja w wersji różanego kotka! ;)

"Nieprawda, że nie lubię domowników. Ja także potrafię kochać jak każde inne żywe stworzenie, ale nie bezkrytycznie. Kocham tylko tego, kto na to zasługuje. Uczuć swoich nie wyrażam w sposób głośny i teatralny. Kto nie rozumie cichego mruczenia, ten nie jest godny, by inteligentne, rozumne i obdarzone dobrym smakiem zwierzęta przywiązywały się do niego. Kto nie potrafi w milczeniu siedzieć długo w jednym miejscu, ten nie jest wart mojego towarzystwa. Kto zawsze potrzebuje brawurowych pokazów, kto nie zadowala się prostym pięknem naturalnych ruchów, ten nigdy nie może zdobyć sympatii kota. Kto żąda ciągle czegoś nowego, kto ugania się za zmiennością, za emocją, kto nie lubi spokoju, równowagi, stałości, komu wydaje się, że prawo egzystencji trzeba zawsze udokumentować czynami, kto nie widzi piękna w zadumie, ten nigdy nie będzie miał wiernego kota. Kto goni za pozornymi radościami życia do tego kot odwróci się plecami. Człowiek, którego kochają koty, nie może być człowiekiem bezwartościowym."
Gyorgy Balint











Ostatnio nawet mój ulubiony blogowy kocurek wylosował mnie w Candy u Bożenki ;)
W tej chwili nie jestem opiekunką kotka ale w moim życiu ważną rolę odgrywają, po prostu je uwielbiam. I zawsze są blisko mnie, w tej chwili to muszę się zadowalać cudzymi kotkami.
Właściwie sąsiada koty są chyba moimi bo i tak ciągle je karmię i z nimi rozmawiam ;)
A na pytanie sąsiadki czy nie chcę kota to odpowiadam a on nie jest mój ?;) Inne też do mnie przychodzą, bo wiedzą, że zawsze dostaną jedzonko. Kiedyś kiedy mój Ukochany zwrócił mi uwagę, że w naszym ogrodzie przebywa za dużo kotów. Oczywiście się zdziwiłam jak to dużo i tak głośno zaczęłam liczyć. Naliczyłam około 20 -tu, a faktycznie troszkę się ich namnożyło odpowiedziałam ;) Ale komu to przeszkadza no może moim pieskom. Ale one nic im nie zrobią, najwyżej pogonią kota...;)

Buziaki dla Waszych kotków! :)

P.s
Mam nadzieję, że Duszyczki, które nie przepadają za kocurkami nie wezmą sobie dosłownie słów Balinta ;)

poniedziałek, 14 lutego 2011

Kochane Duszyczki! ;)



Dzisiaj jest piękny dzień, więc korzystajcie z niego bo dobrze, że jest święto miłości.
Bo bez miłości to same wiecie ciężko, oj ciężko...Nie lubię tej sztucznej sklepowej oprawy, gdzie kiczowate prezenty są proponowane i straszą mnie co roku ;) Ale niech sobie będą, choć wolałabym żeby to święto było mniej komercyjne. No ale nie będę się na tym skupiała, jako, że kocham miłość podoba mi się świętowanie walentynkowe. A przecież to od nas zależy jak będzie wyglądał ten dzień i czy go spędzimy miło. Dzisiaj moją Czekoladkę losował nikt inny jak sam mój Ukochany czyli osobisty Mąż ;) Jakoś nie chciałam, żeby to była bez serca maszyna, więc pan generator miał dziś wolne. Prosiłam go, żeby powiedział liczbę, ważną dla niego taką, która przyniosła mu w życiu dużo miłości o ile można powiedzieć, że liczby przynoszą miłość ;)
Ale wiecie co miałam na myśli. I padła liczba 12 ! Dlaczego akurat ta, powiedział, że nasz Syn urodził się 12-tego i to był najszczęśliwszy dzień w jego życiu ale żeby było sprawiedliwie powiedział, że mam jeszcze jedną Czekoladkę podarować, bo przecież mamy dwóch Synów ;)
I, że miał dwa takie dni w swoim życiu, więc jeszcze nr 27 jest dla niego szczęśliwym! Nie muszę chyba dodawać, że dla mnie również ;) Tak więc dokładam jeszcze jedną a właściwie dwie mniejsze zawieszki...Myślałam, że jeszcze wspomni mój dzień urodzin ;)Niestety nic nie wspomniał, więc trzeciej zawieszki nie będzie! ;)
Szczęściarą pod nr 12 jest nie ukrywam bliska memu sercu Duszyczka Atenka a drugą Czekoladkę dostanie kasica53. Proszę o kontakt i podziękowania dla mojego Ukochanego ;)
Taką Walentynkę wymyśliłam dla Kasi, jeśli oczywiście sobie życzy...Sznureczek jeszcze doczepię i mogę wysłać zawieszki ;)
Dziękuję wszystkim Duszyczkom, nie spodziewałam się, że będzie tak dużo chętnych! ;) Dla pocieszenia napiszę, że niebawem następna Czekoladka...


Pamiętacie pisałam o tym jak wysłałam swojego Ukochanego po starą walizkę a przyszedł z półką ;) To powiem Wam, że wcześniej była akcja i misja wysłannicza po półkę a zdobyczą był wózek drewniany.
Wózek pomalowałam na biało i jeszcze się zmieścił o dziwo do salooonu ;)
Ach, dobrze mieć takiego Walentego i nie tylko, że spełnia moje wszystkie marzenia ale dlatego, że jest moim spełnieniem marzeń! :)

Buziaki i niech miłość będzie z Wami! ;)

niedziela, 13 lutego 2011

Serce różanego ;)


Możesz kochać twoją matkę z całego serca i twoją żonę i twoje dzieci.
Zdumiewające jest to, że dając całe swe serce jednej osobie, nie musisz przez to dawać mniej innej. Wręcz przeciwnie, każda z nich otrzymuje więcej. Bo jeśli kochasz tylko swojego przyjaciela i nikogo więcej, siłą rzeczy ofiarujesz mu serce dość ubogie. Zyskałby, gdybyś ofiarował serce także innym.
Anthony de Mello





Serduszka zawieszki - made in różany ;)

środa, 9 lutego 2011

Jajko w koronkach ;)

Sesja zdjęciowa pewnego jajka przeze mnie przyodzianego w koronki...;)




wtorek, 8 lutego 2011

Aktorki kina niemego


Dziwne połączenie muzyki z obrazem.,ale, że lubię ten utwór to niech tak zostanie...;)

niedziela, 6 lutego 2011

Bajka o drabinie


Dawno bajki nie było to proszę tak na niedzielne popołudnie do poczytania. ..


- Kim jesteś? - zapytał go Diabeł...
- Jestem rodowitym plebejuszem i wszyscy nędznicy są moimi braćmi. Jak brzydka jest ta ziemia i jak nieszczęśliwi są ludzie!
Mówił to młodzieniec z wyprostowanym czołem i zaciśniętymi pięściami. Stał przed drabiną - wysoką drabiną z białego marmuru z różowymi bryłkami. Jego wzrok był wbity w dal, gdzie jak mętne fale przybyłej rzeki szumiały szare tłumy nędzy. One falowały, kipiały w mgnieniu oka, tworzyły las z suchych czarnych rąk, grzmot z niezadowoleń, i gniewne krzyki roztrząsały powietrzem i echo zamierało powolnie, uroczyście jak idące z daleka armatnie huki. Tłumy rosły, przybywały w chmurach żółtego pyłu, pojedyncze sylwetki coraz wyraźniej wyodrębniały się na wspólnym szarym tle. Szedł jakiś starzec, schylony nisko ku ziemi, jakby szukał swej zgubionej młodości. Jego podartej szaty trzymała się bosa dziewczynka i oglądała drabinę spokojnymi, błękitnymi oczami. Patrzyła i się uśmiechała. A za nimi ciągle szły znędzniałe suche postacie i chórem śpiewały przewlekłą pogrzebalną pieśń. Ktoś ostro gwizdał, inny z rękami w kieszeniach, śmiał się głośno i ochryple, a w jego oczach żarzył się obłęd.
- Jestem rodowitym plebejuszem i wszyscy nędznicy to moi bracia. Jaka brzydka jest ta ziemia i jak nieszczęśliwi są ludzie. O, wy tam na górze, wy...
Tak mówił młodzieniec z wyprostowanym czołem i grożąco zaciśniętymi pięściami.
- Pan nienawidzi tamtych na górze? - spytał Diabeł i schylił się kusząco nad nim.
- O, ja się zemszczę na tych wszystkich kniaziach i królewiczach. Surowo pomszczę braci, swoich braci, których twarze są żółte jak piasek, którzy jęczą groźniej od grudniowych huraganów. Spójrz na ich gołe, zakrwawione, ciała. Posłuchaj ich jęków! Pomszczę ich! Puść mnie!
Diabeł się uśmiechnął:
- Jestem strażnikiem tamtych na górze i bez okupu ich nie wydam.
- Ja nie mam złota, ja nie mam nic, czym mógłbym cię przekupić... Jestem biednym, nędznym młodzianem... Ale jestem gotów postawić głowę.
Diabeł uśmiechnął się ponownie:
- O, nie, ja nie chcę aż tyle! Oddaj mi Pan tylko słuch!
- Słuch? Z przyjemnością... Niech nigdy nic nie usłyszę, niech...
- Nadal będziesz słyszeć! - uspokoił go Diabeł i go przepuścił. - Przejdź!
Chłopak ruszył w pośpiechu, przekroczył naraz trzy stopnie, ale owłosiona ręka Diabła go zatrzymała:
- Wystarczy! zatrzymaj się i posłuchaj jak jęczą tam na dole twoi bracia! Młodzieniec stanął i się wsłuchał.
- Dziwne, dlaczego nagle wszyscy zaczęli wesoło śpiewać i śmiać się tak beztrosko... - i znowu ruszył.
Diabeł zatrzymał go jeszcze raz:
- Za przejście kolejnych trzech stopni żądam twoich oczu!
Chłopiec machnął rozpaczliwie ręką.
- Ale wtedy nie zobaczę ani braci ani tych, na których chcę się zemścić!
Diabeł:
- Znów będziesz widział... Dam ci nowe, o wiele lepsze oczy!
Młodzian przekroczył jeszcze trzy stopnie i znów spojrzał w dół. Diabeł mu przypomniał:
- Spójrz na ich zakrwawione ciała.
- Boże! To niesamowite; kiedy zdążyli ubrać się tak ładnie! A zamiast krwawych ran, zdobią ich cudowne czerwone róże!
Co każde trzy stopnie Diabeł brał swój mały okup. Ale chłopiec piął się dalej, chętnie oddawał wszystko, byle dotrzeć tam i zemścić się na tych tłustych księciach i królewiczach! Jeszcze jeden stopień, jeszcze tylko jeden stopień i on będzie na górze! On pomści swoich braci!
- Jestem rodowitym plebejuszem i wszyscy nędznicy...
- Młodzieńcze, jeden stopień jeszcze! Jeszcze tylko jeden stopień i się zemścisz. Ale za ten stopień biorę zawsze podwójny okup. Oddaj mi swe serce i pamięć.
Chłopak machną ręką:
- Serce? Nie! To jest bardzo okrutne!
Diabeł roześmiał się głośnio i majestatycznie.
- Ja nie jestem taki okrutny. Dam ci w zamian serce ze złota i nową
pamięć! Jeśli się nie zgodzisz, nigdy nie przejdziesz przez ten stopień i nigdy nie pomścisz swoich braci - tych, których twarze są jak piasek i którzy jęczą groźniej od grudniowych huraganów.
Młody spojrzał na zielone oczy diabła:
- Ale ja będę najbardziej nieszczęśliwym ze wszystkich. Ty zabierasz mi wszystko, co ludzkie.
- Wręcz przeciwnie - będziesz najbardziej szczęśliwym! No? Zgadzasz się: tylko serce i pamięć.
Chłopak zamyślił się, czarny cień okrył jego twarz, ze zmarszczonego czoła wyciekały mętne krople potu. Ze złością zacisnął pięści i przez zęby wymamrotał:
- Niech będzie! Weź je!
... I jak letnia burza, wzburzony i wściekły z rozwianymi czarnymi włosami, wszedł na ostatni stopień. Był już na samej górze. I nagle, na jego twarzy zabłysnął uśmiech, jego oczy zalśniły cichą radością, a jego pięści rozluźniły się. Spojrzał na balujących kniaziów, popatrzył w dół, gdzie wrzeszczał i klął szary, nędzny tłum. Patrzył, ale nawet jeden mięsień nie zadrżał na jego twarzy: ona była pogodna, wesoła, zadowolona. Na dole widział tylko świątecznie ubrane tłumy, jęki były już hymnami.
- Kim jesteś? - zapytał go Diabeł ochryple i kusicielsko...
- Jestem rodowitym księciem i bogowie są moimi braćmi! Jak piękna jest ta ziemia i jak szczęśliwi są ludzie!
Christo Smirnenski

sobota, 5 lutego 2011


Czyż nie lepszy byłby nasz świat, gdyby słyszeć od spotkanych osób: "Wiem o Tobie coś dobrego" i widzianym być w ten właśnie sposób? Czyż nie byłoby cudownie, gdyby dłoń napotkanego niosła z sobą zapewnienie: "Wiem o Tobie coś dobrego"? Czyż nie byłoby szczęśliwiej, gdyby dobro, które jest w nas było rzeczą, tą jedyną, pamiętaną w każdy czas? Czyż nie słodsze dni byłyby, gdyby sławić dobroć znaną? Wszak jej tyle jest na świecie, nawet w wadach, jakie mamy. Czy nie warto by spróbować tak o innych myśleć sobie: "Ty znasz jakieś dobro we mnie, ja znam jakieś dobro w Tobie"?
Autor nieznany

Kochane nie oczekuję komentarzy, słowa przeznaczone do przemyślenia i podumania...
Buziaki!

czwartek, 3 lutego 2011

Waniliowo



Wysłałam mojego Ukochanego /czyt.Męża ;)/na rynek z misją zakupienia starej walizki, bo ostatnio mnie męczy chęć takowej posiadania. Niestety były ale w bardzo opłakanym stanie ale w zamian mój wysłannik przytargał kolejną półkę. Pewnie jest to półka kuchenna ale ja się tym zbytnio nie przejęłam i pomalowałam ją na biało i powiesiłam w salooonie ;) To dziewiąta półka w tym pomieszczeniu ;) Ale oczywiście każda jest inna ...Jako, że u mnie eklektyczny styl panuje i nie kieruję się żadnymi normami, wisi sobie i jest moją nową ozdobą.
Zauważyłam, że lubię zestawienia kolorystycznie podobne do siebie, tym razem wyszedł taki kącik waniliowy. Uwielbiam wanilię, jogurty i lody tylko w takim smaku wcinam ;) Kolor też mi się podoba, choć nie mam bzika na jego punkcie to jest sporo tego kolorku u mnie. Lubię tak jak już napisałam zestawiać kolorystycznie więc parę rzeczy ustawiłam razem w moim nowym kąciku. Piszę kącik, bo tym razem rzeczywiście to jest kąt pokoju ale u mnie każdy centymetr powierzchni mieszkalnej jest wykorzystany. Po prostu nie lubię minimalizmu i moja miłość do pierdółek jest wszechobecna ;)Niektóre rzeczy pewnie poznacie, bo są charakterystyczne dla niektórych zdolnych Duszyczek. Już się nimi chwaliłam :)Natomiast butelki przytargałam z piwnicy, oj leżały tam długo, bo już nie pamiętam kiedy je kupiłam. Są przedwojenne i pochodzą z mojego rodzinnego miasta. Mają w napisie nawet w języku niemieckim jego nazwę. Są po wodzie mineralnej,bowiem kiedyś w moim mieście była ogromna rozlewnia wód mineralnych. Niestety już nie funkcjonuje, zresztą jak inne zakłady pracy. Cóż takie czasy! Misiek przywędrował z ryneczku, szkoda mi się go zrobiło jak tak leżał rzucony w jakiś klamotach. Dostał anielskie skrzydełka i sobie już wisi ;)
Torba to stary gobelinowy kuferek prawdziwe vintage a konik na biegunach też pochodzi z rynku. Tak więc Wasze cudeńka z moimi skarbami rynkowymi umilają mi życie ;)
A kochane nie przejmujcie się ilością pierdółek to tylko pokazana kropelka w mojej graciarni.
Graciarni w której jestem szczęśliwa ;)I pokazuję tylko w małej fragmencie te moje centymetry bo w szerszej perspektywie grozi to oczopląsem a nie chcę Was na to narażać ;) Jak to ostatnio Kuzynka mojego Ukochanego stwierdziła, że u mnie to jak w sklepie...;) Ale zapomniałam zapytać się o adres tego sklepu jaki miała na myśli, bo z chęcią do niego bym zaglądała ;) Zawsze pytanie mojego Ukochanego a gdzie to postawisz irytowało ;) ale z biegiem lat choć pytanie się nie zmienia ja ciągle jakoś daję radę i zawsze znajdę miejsce ;) Choć już limit dawno przekroczyłam ;) A pytający sam już znosi nie lada perełki i pomyśleć, że to wszystko z miłości. Oczywiście do mnie ;)
Buziaki!
Różany nie znający słowa minimalizm ;) pa!
Na osobistą prośbę Kasiu - dużo zdjęć ;)